Indie przyciągają rocznie miliony turystów z całego świata, którzy szukają niezapomnianych doświadczeń, egzotycznych krajobrazów i bogatej historii. Jednak przygotowanie się do podróży w to fascynujące miejsce wymaga więcej niż zwykłego pakowania walizki. Zanim wyruszysz w swoją indyjską przygodę, musisz uwzględnić wiele praktycznych aspektów, od formalności administracyjnych po kwestie zdrowotne i bezpieczeństwa.
Przygotowanie do wyprawy do Indii obejmuje załatwienie formalności wizowych, wykonanie zalecanych szczepień oraz zaplanowanie podróży w optymalnym czasie roku. Warto również zapoznać się z praktycznymi wskazówkami dotyczącymi bezpieczeństwa, transportu i kultury lokalnej, aby uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek. W tym artykule omówimy wszystkie kluczowe aspekty przygotowania się do podróży do Indii, abyś mógł wyruszyć z pełną pewnością siebie.
Jakie są wymagania wizowe dla podróżujących do Indii?
Podróżujący do Indii muszą uzyskać wizę, najczęściej e-Tourist, ważną do 60 dni. To elektroniczne rozwiązanie znacznie ułatwiło proces wjazdu do kraju i jest dostępne dla obywateli wielu krajów, w tym Polski. Wiza e-Tourist pozwala na pobyt turystyczny, biznesowy do pewnego zakresu oraz na uczestnictwo w konferencjach i seminariach.
Oprócz wizy e-Tourist dostępne są również tradycyjne wizy turystyczne wydawane przez ambasady i konsulaty. Wiza tradycyjna może być ważna dłużej niż e-Tourist i pozwala na wielokrotne wjazdy do kraju, co może być przydatne, jeśli planujesz opuszczać Indie i tam wracać. Wybór między e-Tourist a tradycyjną wizą zależy od Twoich konkretnych potrzeb i harmonogramu podróży.
Proces ubiegania się o wizę e-Tourist jest stosunkowo prosty i można go sfinalizować całkowicie online, bez wizyt w ambasadzie. Wniosek wymaga wypełnienia formularza elektronicznego, przesłania zdjęcia paszportowego oraz kopii strony paszportu. Decyzja zwykle przychodzi w ciągu kilku dni roboczych, a wiza jest wysyłana na podany adres e-mail.
Jakie dokumenty są potrzebne do uzyskania wizy?
Aby ubiegać się o wizę e-Tourist, będziesz potrzebować kilku podstawowych dokumentów. Przede wszystkim paszport ważny przez co najmniej sześć miesięcy od daty planowanego wjazdu do Indii. To wymóg obligatoryjny, który każde państwo ścieżle egzekwuje, aby zapewnić bezpieczeństwo graniczne.
Musisz również przygotować cyfrowe zdjęcie paszportowe spełniające określone normy: białe tło, twarz zajmująca 70-80% kadru, bez okularów słonecznych i odsłonięta twarz. Wiele osób popełnia błąd, przesyłając zdjęcie niespełniające tych wymagań, co powoduje opóźnienia w procesie. Warto zatem dokładnie sprawdzić wytyczne przed przesłaniem dokumentów.
Dodatkowo będziesz musiał podać dane dotyczące swojego pobytu w Indiach, takie jak adresy hoteli, daty pobytu oraz informacje kontaktowe. Przydatne może być również posiadanie potwierdzenia rezerwacji lotów i noclegów, które zwiększa szanse szybkiego zatwierdzenia wniosku. Niektóre kraje mogą wymagać również zaświadczenia o sytuacji finansowej, aby potwierdzić, że stać Cię na pokrycie kosztów podróży.
Jakie szczepienia są zalecane przed wyjazdem do Indii?
Zaleca się szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B, dur brzuszny oraz profilaktykę antymalaryczną, szczególnie jeśli planujesz wizytę w rejonach endemicznych. Te choroby zakaźne mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia, dlatego konsultacja z lekarzem specjalizującym się w medycynie podróży jest niezbędna co najmniej cztery do sześciu tygodni przed wyjazdem.
Szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A jest jednym z najważniejszych zabezpieczeń, ponieważ choroba ta może być przenoszona przez zanieczyszczoną wodę i żywność. Indie, zwłaszcza w mniej rozwiniętych regionach, mogą mieć problemy z dostępem do czystej wody pitnej. Szczepienie przeciwko dur brzuszny również jest zalecane, szczególnie jeśli planujesz spędzić więcej niż dwa tygodnie w kraju lub podróżować poza głównymi szlakami turystycznymi.
Jeśli planujesz podróż do rejonów, gdzie malaria jest rozpowszechniona, lekarz może przepisać Ci leki przeciwmalaryczne, które należy zacząć zażywać przed wyjazdem i kontynuować przez określony czas po powrocie. Warto również rozważyć szczepienie przeciwko żółtej gorączce, chociaż nie jest ono obowiązkowe dla wjazdu do Indii, może być wymagane w przypadku wjazdu z Indii do innych krajów afrykańskich.
Zadbaj również o szczepienia podstawowe, takie jak przeciwko odrze, śwince i różyczce, jeśli nie jesteś w pełni zaszczepiony. Biegunka podróżnych to jedno z najczęstszych dolegliwości turystów w Indiach, dlatego warto zabrać ze sobą leki przeciwbiegunkowo-przeciwbólowe oraz probiotyki. Pij wyłącznie wodę butelkowaną, unikaj lodu oraz surowych warzyw, które mogły być umyte w lokalnej wodzie.
Kiedy jest najlepszy czas na podróż do Indii?
Najlepszy czas na podróż do Indii to sezon suchy, od października do marca, gdy temperatury są bardziej znośne, a opady deszczu minimalne. W tym okresie możesz bezpiecznie zwiedzać większość regionów kraju, od Północy ze słynnym Taj Mahal, aż po Południe z jego piaszczystymi plażami. Pogoda w sezonie suchym jest idealna do eksploracji, z dniami słonecznymi i łagodnymi nocami.
Sezon monsunowy, przypadający na czerwiec do września, przynosząc spektakularne opady deszczu, które mogą utrudnić podróżowanie i zwiedzanie. Drogi mogą być nieprzejezdne, a wiele szlaków turystycznych jest zamkniętych ze względów bezpieczeństwa. Jednak jeśli jesteś zainteresowany unikaniem tłumów turystów i chcesz doświadczyć bardziej autentycznej Indii, sezon monsunowy może oferować niższe ceny i mniej zatłoczonych atrakcji.
Indie to ogromny kraj z różnorodnością klimatyczną w zależności od regionu. Północne równiny są znacznie chłodniejsze w zimie, podczas gdy Południowe regiony pozostają ciepłe przez cały rok. Jeśli planujesz wizytę w górach, takich jak Himalajem, najlepszy czas to maj do września, gdy przełęcze są dostępne. Specjaliści podkreślają, że październik i listopad to idealne miesiące, gdy pogoda jest stabilna, temperatury przyjemne, a liczba turystów jeszcze nie osiągnęła szczytu.
Sezon suchy w Indiach, przypadający od października do marca, oferuje idealne warunki do podróżowania, z przyjemnymi temperaturami i minimalnym ryzykiem pogorszenia pogody. To właśnie dlatego większość podróżników wybiera ten okres na swoją indyjską przygodę.
Jak zadbać o bezpieczeństwo podczas podróży do Indii?
Podróżując po Indiach, warto unikać tłocznych miejsc, szczególnie w godzinach szczytu, oraz korzystać z bezpiecznych form transportu, takich jak taksówki z licencją lub aplikacje mobilne. Oszustwa turystyczne są dość powszechne w popularnych miejscach, gdzie turyści są łatwym celem dla nieuczciwych przedsiębiorców. Rickshaws, choć tanie i popularne, mogą prowadzić do sytuacji, w których kierowca żąda znacznie wyższej opłaty niż uzgodniona wcześniej.
Ważnym aspektem bezpieczeństwa jest unikanie noszenia dużych sum pieniędzy oraz droich przedmiotów, takich jak biżuteria czy drogi sprzęt elektroniczny. Utrzymuj kopię ważnych dokumentów, takich jak paszport i wiza, w osobnym miejscu, a oryginały przechowuj w sejfie hotelowym. Wiele hoteli oferuje bezpieczne przechowywanie cennych rzeczy, a korzystanie z tej usługi jest zdecydowanie wskazane.
Podczas poruszania się po miastach, szczególnie wieczorem, unikaj samotnych spacerów w nieznanym terenie. Korzystaj z usług przewodników turystycznych, którzy znają lokalne zwyczaje i mogą Cię przeprowadzić w bezpieczny sposób. Warto również zainstalować na swoim telefonie aplikacje maps offline, aby nie być uzależnionym od sieci komórkowej, która nie zawsze jest niezawodna w mniej zurbanizowanych rejonach.
Zadbaj o swoją higienę osobistą i zdrowotną. Myj ręce regularnie, szczególnie przed jedzeniem, i używaj bakteriobójczych żeli, gdy woda nie jest dostępna. Unikaj picia kranowej wody i jadania surowych produktów od ulicznych sprzedawców, chyba że jesteś pewny ich pochodzenia. Wiele gastronomicznych problemów u turystów wynika z niedostatecznej higieny żywności i wody, więc ostrożność w tym zakresie jest kluczowa.
Jakie są praktyczne porady dotyczące pakowania na podróż do Indii?
Podczas pakowania na podróż do Indii warto uwzględnić lekką, przewiewną odzież, ponieważ większość roku jest tam gorąco. Bawełniane i lniane ubrania są idealne, gdyż dobrze się wentylują i szybko schną. Zapamiętaj jednak, że w niektórych świątyniach i miejscach religijnych wymagane jest skromne ubieranie się, dlatego zapakowaj również długie spodnie lub spódnicę oraz koszulę, która zakrywa ramiona.
Niezbędne są również środki ochrony przed słońcem, takie jak krem z wysokim filtrem SPF, okulary przeciwsłoneczne i kapelusz. Słońce w Indiach jest intensywne i może szybko doprowadzić do poparzenia słonecznego. Warto zabrać ze sobą leki przeciwbólowe, antacida oraz kremy na oparzenia słoneczne, ponieważ mogą być trudne do znalezienia lub droższe w lokalnych aptekach.
Jeśli chodzi o walutę, Indie używają rupii indyjskiej. Warto zmienić część pieniędzy przed wyjazdem, ale najlepiej jest korzystać z bankomatów w większych miastach, gdzie kursy wymiany są bardziej korzystne. Karty kredytowe są akceptowane w większości hoteli i restauracji dla turystów, ale w małych miastach i wsiach może być problem z ich użyciem. Zawsze miej przy sobie gotówkę na napiwki i drobne wydatki.
Zapakowaj również przydatne gadżety, takie jak adapter elektryczny, ponieważ Indie używają różnych typów wtyczek. Powerbank do ładowania telefonu jest niezbędny, szczególnie jeśli planujesz podróżować poza główne miasta. Mała apteczka z podstawowymi lekami, bandażami i lekami na biegunkę powinna być zawsze w Twojej torbie. Nie zapomnij również o papierze toaletowym lub wilgotnych chusteczkami, ponieważ nie wszystkie toalety publiczne są wyposażone w papier.
Rozważ również zabranie lekiego śpiwora lub prześcieradła turystycznego, jeśli planujesz zatrzymywać się w taniej akomodacji, takie jak hostele. Choć wiele miejsc ma czyste łóżka, posiadanie własnego materiału daje dodatkowe poczucie bezpieczeństwa sanitarnego. Lekki płaszcz przeciwdeszczowy lub parasolka mogą być przydatne, nawet w sezonie suchym, do ochrony przed słońcem.
Najczęstsze pytania dotyczące podróży do Indii
Jakie są najczęstsze oszustwa turystyczne w Indiach?
Oszustwa turystyczne w Indiach mogą obejmować nadmierne opłaty za transport, fałszywe bilety wstępu do atrakcji turystycznych, a także oszustwa związane z wymianą walut w niekorzystnych kursach. Kierowcy taksówek mogą twierdzić, że ich taksometr jest zepsuty i żądać predefiniowanej ceny, która jest znacznie wyższa niż rzeczywista. W popularnych miejscach turystycznych sprzedawcy mogą oferować towary o zawyżonych cenach lub przestawiać pochodzenie przedmiotów. Aby uniknąć tych sytuacji, zawsze uzgadniaj ceny przed usługą, korzystaj z oficjalnych biur sprzedaży biletów oraz wymieniaj pieniądze w bankach lub oficjalnych kanatorach.
Czy potrzebuję ubezpieczenia podróżnego do Indii?
Tak, ubezpieczenie podróżne jest zdecydowanie zalecane dla podróży do Indii, ponieważ zapewnia ochronę zdrowotną i finansową w przypadku wypadków, chorób lub konieczności ewakuacji medycznej. Indyjska opieka medyczna, choć dostępna, może być droga dla turystów, szczególnie w przypadku poważnych incydentów wymagających lotu do domu. Ubezpieczenie powinno obejmować pokrycie kosztów medycznych, ewakuacji, opóźnień lotów oraz utraty bagażu. Wiele standardowych polis ubezpieczeniowych wyklucza pewne regiony lub warunki, dlatego ważne jest dokładne przeczytanie warunków przed zakupem.
Dharavi to legenda – labirynt wąskich uliczek, fabryki ukryte za blaszanymi drzwiami i energia, która wciąga od pierwszego kroku. Choć wielu kojarzy to miejsce wyłącznie z biedą, prawda jest znacznie bardziej fascynująca. Oto Dharavi – królestwo recyklingu, rzemiosła i niezłomnego ducha miliona ludzi.
Zanurz się w Zmysłowej Eksplozji Kolorów i Dźwięków
Już po chwili w Dharavi poczujesz, że wszedłeś do innej rzeczywistości. Gwar rozmów miesza się z rytmicznym stukotem maszyn, a sprzedawcy z każdej strony kuszą zapachami i kolorami swoich towarów. Wąskie alejki przypominają ruchliwe arterie, którymi nieustannie płynie życie. Tu chaos i porządek idą ramię w ramię, a każdy metr przestrzeni jest wykorzystany do maksimum.
Zobacz Vlog z naszej outsiderskiej wyprawy po Slumsach Dharavi w Indiach.
To właśnie tutaj dowiesz się, co naprawdę znaczy tętniące serce Bombaju.
Dharavi – Największa Fabryka Recyklingu na Świecie!
W Dharavi plastik, złom i zużyte materiały stają się skarbem. W setkach maleńkich warsztatów ręce mieszkańców nadają im nowe życie. Z kolorowych granulek plastiku powstają krzesła, wiadra i walizki podróżne, które trafiają do sklepów i wędrują dalej – nawet za granicę poprzez Amazon, Ebay czy Aliexpress.
Szacuje się, że wartość produkcji w Dharavi sięga setek milionów dolarów rocznie! A to wszystko dzieje się w miejscach wielkości garażu, gdzie czasem jedna rodzina prowadzi cały biznes od A do Z.
Życie, Które Nigdy Nie Zwalnia
Dharavi to codzienna walka i codzienna radość. Tutejsze uliczki zmieniają się w gwarne bazary – tu kupisz wszystko: świeże warzywa, ubrania, akcesoria do domu. Między straganami biegają dzieci, starsi odpoczywają na plastikowych stołkach, a młodzi przenoszą worki pełne surowców.
Choć warunki bywają trudne – pitna woda płynie tylko przez dwie godziny dziennie – mieszkańcy wypracowali swój sposób na organizację i solidarność. To właśnie tu znajdziesz wspólnotę, jakiej próżno szukać w luksusowych dzielnicach.
Niezwykła Mieszanka Kultur i Religii
Dharavi zadziwia także czymś, czego często brakuje światu: harmonią między ludźmi różnych wyznań. Hindusi, muzułmanie, chrześcijanie i buddyści mieszkają tu drzwi w drzwi. Dzieci uczą się w szkołach prowadzonych przez różne organizacje, a świątynie stoją obok siebie, dowodząc, że pokój jest możliwy nawet w najgęściej zaludnionych zakątkach świata.
Rzemiosło, Którego Nie Znajdziesz Nigdzie Indziej
Chcesz zobaczyć, jak rodzi się piękno? Odwiedź warsztaty garbarskie, w których skóry zamieniają się w luksusowe torby i paski – wszystko ręcznie, z pokolenia na pokolenie. Albo przespaceruj się do dzielnicy garncarzy i zobacz, jak w palących piecach wypalają tradycyjne gliniane dzbany.
Te rzemiosła to żywa historia Dharavi – historia pełna pasji i kunsztu.
Śluby, Muzyka i Święto Życia
Nie daj się zwieść stereotypom – Dharavi to nie tylko praca i recykling. Tutaj życie celebruje się z rozmachem. Wystarczy trafić na przygotowania do ślubu, żeby zrozumieć: radość nie zna granic. Kolorowe tkaniny, tańce na ulicach, muzyka rozbrzmiewająca do późnej nocy – tak wygląda szczęście w Dharavi.
Twoje Wyobrażenia na Temat Slumsów Już Nigdy Nie Będą Takie Same
Dharavi to miejsce, które zmienia sposób myślenia. To nie tylko bieda i ciasnota – to kopalnia pomysłowości, pracowitości i wiary w lepsze jutro. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, co jest możliwe, kiedy milion ludzi połączy siły, odpowiedź znajdziesz właśnie tutaj.
Odwiedź Dharavi. Poczuj energię, której nie znajdziesz nigdzie indziej. Gwarantuję – to doświadczenie zostanie w Twojej pamięci na zawsze.
Izrael, okolice Morza Martwego
Siedzimy z Romanem jako pasażerowie w dziwacznym Isuzu z trzema palestyńczykami z ekipy remontowo-budowlanej.
Słychać turkot opon samochodu, wymijanej ciężarówki z naczepą.
– „Oułłl yeah, Ded Sii!i” – krzyczy mi do ucha Roman, z niesamowicie jankeskim akcentem. Po prawej stronie rozpościera się dziwna tafla wody jakby pokrojona równo nożem na geometryczne poligonalne figury.
To nie jest jeszcze chyba Morze Martwe, w zasadzie zaraz sie zaczyna, tutaj oni coś wydobywają – kwituje Roman, wymachując "patykiem" od GoPro. Wszyscy przez chwile z podziwiem patrzymy na ten znikomy cud ludzkiej inżynierii wodno-melioracyjnej.
- Jeszcze z 1,5 godziny i będziemy na rozwidleniu do Jerozolimy – stwierdza kierowca. A może pojedziecie z nami do Nazaretu, u nas lepiej, tam też przebywał prorok Jezus.A co w Jerozolimie?Zapraszamy do nas - ze szczerością w oczach mówi Ali
Przez chwilę walczę ze sobą skonfundowany. Wow to było by coś, ale czy on mówi to szczerze, a może porostu tak z kurtuazji. Zobaczyć życie palestyńczyków "od kuchni".
Suuupeeer – kwituje Roman – ale być w Izraelu i nie zobaczyć Jerozolimy? Ali macha głową potakując.
W radiu zmieniają się rytmy i bieguny muzyczne, po dwóch godzinach jazdy, zaczynam jakby rozróżniać melodie, a nawet chyba czasami rozumiem o czym śpiewają 🙂 Umysł wyłapuje wybiórczo fonetycznie znajome wyrazy i przestawia je na znajome polskie. Więc słyszę dźwięczne „ale dał mu hale….”, „baba daje kota…”, „zwalił bułe, ale ...uje”.
– siedzący obok mnie, najmniej sympatyczny z całej kompani "Ananas", nagle się trochę ożywił, minę ma nietęgą iż musi cisnąć się z dwoma białymi ‚‚ajnabi” (obcymi).
Troche niepokojące jest to, że od ponad godziny, zamiast czytać arabskie znaczki, Ananas niepokojąco ogląda siedzącego na jakimś tronie brodacza w czarnym turbanie. Jegomość wygląda niczym typowy przywódca terrorystów z amerykańskiego filmu o bliskim wschodzie (uwaga mały offtop) – gdzie amerykanie probują się częściowo rehabilitować za napaść na Irak itp. I np taki Mark Whalberg czy inny Bradley Cooper razem z małym oddziałem Marines dzielnie dziesiątkuje śniadych brodaczy w arafatkach, którzy ślepo wbiegają mu pod M16 z celownikiem kolimatorowym krzycząc „hala hala hala”. Na końcu rani niechcący arabskie dziecko trzymające wyrzutnię RPG w rękach – zastawia się nad sensem wojny i walki. Gdzie w tym czasie jego koledzy, spuszczają ropę. Dwie nominacje do Oscara, box office na 250 mln dolarów przychodu, kilkadziesiąt ton rozrzuconego popcornu i rehabilitacja zakończona pomyślnie.
Spoglądając na Ananasa pochłoniętego fascynującym wykładem myśle sobie – oho, to pewnie ichni "ojciec dyrektor", tylko jeszcze bardziej radykalny. Ci z przodu są naprawdę sympatyczni i jest 99,9% szans że dojedziemy bez czarnych worków na głowie. Ale w takich chwilach wyobraźnia działa „wysokoprężnie”.
Kierowca Anes odwraca się i mówi:
— Wcześniej pracowałem jako nauczyciel w szkole, ale mało płacili — A ile zarabia u was nauczyciel? – pytam — Jakieś 4000-5000 szekli to zależy, a u was?
Przeliczam szybko w głowie, a z mnożnikiem x1 to dość łatwe.
W Polsce nauczyciel zarabia od 2000-3000 tys szekli / zł i to też zależy – odpowiadam.
Myśle sobie chcieli by nasi zarabiać 5 klocków na głowę, ale znowu w kraju w którym nieduży zestaw w McDonaldsie kosztuj ok 60 zł i wszystko prócz hummusu wydaje się 2x droższe niż w Polsce, mieszkanie w niewyszukanej dzielnicy Jerozolimy ok 1 mln zł, to sytuacja wygląda wcale nie lepiej. Co łączy nas to tu i tu zawód nauczyciela nie cieszy się uznaniem.
— Zobacz tak wyglądałem dwa lata temu – nasz kierowca Anes pokazuje mi zdjęcie łysego w samurajskim stylu faceta o znajomej fizjonomii, po boku gęste czarne włosy.
Próbuje porównać to z obrazem który widzę przed sobą i nie ma się to jak do rzeczywistości.
— Zrobiłem w Turcji przeszczep, tam jest najtaniej 3000$ i masz bujną czuprynę – dodaje Anes
— Niesamowite, jak oni to robią? – podziwiam gęste włosy na głowie palestyńczyka.
— W Turcji specjalizują nie w przeszczepach, wszyscy do nich jeżdżą.
Do tej pory Palestyńczyków wyobrażałem sobie stereotypowo jak pokazują ich media, jako biegających wąsaczy w arafatkach i palących na jakimś placu flagę z gwiazdą dawida, krzyczących coś tam bez sensu.
Ze względu na swój konformizm i ignorancję jakoś nigdy nie myślałam o nich jak o zwykłych ludziach którzy też korzystają z whatsapa, spotiffi, jeżdżących na treking i nurkowanie, a nawet przeszczepiajacych sobie włosy. Raczej wydawało mi się ze większość dnia biegają po placu paląc wkółko te flagi, ew przez resztę dnia pastwią się nad swoimi żonami. Ale takim obrazem byłem karmiony, przez media i innych zaprogramowanych w ten sposób ludzi.
Mogą żyć jednak w miarę normalnie w okupowanym kraju, cieszyć się z drobnostek jak i dużych rzeczy.
„Komórkowy Immam” dość energicznie gestykuluje wykrzykiwując przy wturującej wrzawie tłumu.
Myśle sobie, no ładnie, pewnie krzyczy „zabić niewiernych!”.
Nagle słysze ożywienie w towarzystwie i gesty pokazując na pobocze, samochód lekko zwalnia.
Na pobliskim przystanku stoi grupa żydowskich młodzieńców z poprzypinanymi jarmułkami ubranych na galowo w białe koszule, spodnie na kancik. Chociaż może to ich strój codzienny? Chyba jacyś ortodoksi, w sumie piątek – wieczorem zaczyna się szabat.
Ali pokazuje młodzieniaszków palcem i wykonuje w powietrzu palcem jakiś negujący gest.
— Ich nie bierzemy? Nie lubimy ich? – pytam z przekąsem?
— Nie – kwituje Ali.
Weszli tu nieproszeni i zabrali nam naszą ziemię, a teraz się panoszą wszędzie.
— ALI BABA MY COUNTRY!!! — mówi głośno Ali z dużą siłą w głosie wykonując przy tym gest łokciem.
— Dlaczego zabili mi ojca? Odebrali dom. To mój kraj!
W samochodzie zapanowała nerwowa cisza. Powietrze jakby zgęstniało.
Alibaba my country? – Cokolwiek to znaczy – nie wiem co odpowiedzieć? Chyba w takimi momencie lepiej zamilczeć.
Oprócz turkającego diesla słychać tylko „mobilnego imama” wykrzykującego jakieś gardłowe „hala hala”.
— Panoszą się wszędzie – kontynuuje Ali.
— Jak spotkacie dalej żydów, to zobaczycie że oni nie są jak my, wywyższają się, mają się za lepszych.
Czuję się rozbity, nie pałam sympatią do tych stojących na przystanku żydowskim chłopców, w tej chwili jestem Palestyńczykiem któremu odebrano dom, człowiekiem drugiej kategorii we własnej ziemi.
Później wyczytałem że w latach 50-tych podczas formowania się państwa Izrael nacjonalistyczne bojówki żydowskie przejmowały tereny i mordowały ludność palestyńską. Dochodziło nawet do tzw. pokazówek rodem ze średniowiecza gdzie oddziały żydowskie wpadały i mordowały w bestialski sposób palestyńską ludność cywilną, puszczały kilku żywych żeby ci rozgłaszali w sąsiednich miejscowościach co się stało i w ten sposób tereny wysiedlały się praktycznie same.
Co ciekawe autor twierdzi że to bardzo skuteczna i przemyślana strategia skierowana na małe straty w ludności cywilnej. „Zamordujemy w bestialski sposób dwudziestu, to reszta ucieknie sama” i tak sie działo.
Słabo uzbrojeni Palestyńczycy bez większego wsparcia opuszczali swoje domy.
Oczywiście bojówkarze palestyńscy nie byli lepsi np. napadali na samochody czerwonego krzyża i tam nie pytając mordowali wszystkich jak leci. Oko za oko, ząb za ząb. Izraelczcy poprostu byli sprytniejsi, przebieglejsi i chyba bardziej zdesperowani.
Chłopaki prócz Ananasa, wyszli z samochodu, pomogli nam wyciągnąć bagaże
Wymieniliśmy kilka misiów oraz konta na whatspie i tyle po nas.
Izrael, przedmieścia Jerozolimy
Wiekowa już Corolla na izraelskich blachach, mknie przez przedmieścia Jerozolimy. W środku panuje totalny bałagan, rozrzucone papiery, puszki po energetykach, płyty CD itp.
Za oknami leniwie przesuwają się jałowe wzgórza, ciągnące się kilometrami, brutalnie poprzecinane licznymi tunelami. Złociste promienie słońca tańczą przed moimi oczami, rozświetlając drobinki kurzu na szybie auta.
Z radia cicho sączą się gardłowe dźwięki hebrajskiego języka. Niski tembr głosu, energicznie wypowiadający frazy w rytm muzyki, zdradza, że właśnie trwa pasmo reklamowe.
Kierowca – młody Izraelczyk o szlachetnych rysach twarzy, szczupłej sylwetce i na swój sposób hipsterskim stylu – zupełnie nie pasuje do stereotypowego obrazu Żyda, który mam w głowie. Jego roztrzepane, gęste, czarne włosy, „rajbany” i bijący od niego rock’n’rollowy luz bardziej przywodzą na myśl wokalistę brit-popowej grupy.
- Where are you from guys? Pyta ze wschodnim akcentem. - Poland! - odpowiadam - Yeeah nice — Holland. Amsterdam nice city! - No, Po-land - zaprzeczam - Ohh Poland, sorry. Polin! - pielgrzymka religijna śladami Jeshu? - pyta nasz kierowca z lekkim uśmiechem
Trochę czuje się zawiedziony, iż wyrwałem naszego nowego kompana z błogiej krainy: tulipanów, wiatraków, coffee shopów, czerwonych ... brutalnie przenosząc go, no właśnie gdzie … do "Polin"?
Zastanawiam się o czym pomyślał - Oświęcim, Jedwabne, piece krematoryjne, a może chociaż „Lewandowsky”? Jaki obraz mojego rodzimego kraju może nosić młody Izraelczyk? (hmm..)
Nie raz, odpowiadając Poland, doświadczyłem lekkiej konsternacji u izraelskich rozmówców czy wręcz zakłopotania. Może lepiej pozostać przy Holland? Albo chociaż Slovakia - brzmi tak neutralnie, niewinnie.
Patrzcie tutaj? - Kierowca Dawid pokazuje palcem na wysypisko śmieci na wzgórzach.
Moje oczy akomodują, skanując szczegóły szybko poruszającego się terenu, przywodzące na myśl zabudowania, niby garaże, gruzy, slumsy?
- To Beduini. Mieszkają tutaj na dziko - bez prądu, kanalizacji, wi-fi 🙂 - zaśmiał się Dawid.
Beduini w Izraelu? Próbuję łączyć fakty, przywołując obrazek pustynnego jeźdźca na wielbłądzie.
Żyją tu od lat. Ciągnie dalej młody Żyd - rząd zaproponował im mieszkania, ale oni nie chcą o tym nawet rozmawiać, wolą żyć w swoich prowizorycznych osiedlach. Nie wygląda to dobrze, psuje obraz miasta, ale ciężko coś z tym zrobić.
Mijamy wzgórza oświetlone zachodzącym słońcem. W radiu słychać newsowy dżingiel, poważny ton wypycha z siebie gardłowe hebrajskie głoski. Pulsująca muzyka w tle buduje stopniowo lekkie napięcie. Przyłapuję się, iż próbuje zrozumieć o czym mówi prowadzący, niestety nie mam nawet najmniejszego punktu zaczepienia.
- Około pół kilometra od nas był atak na checkpoint (wewnętrzny punkt graniczny), został ostrzelany z karabinu maszynowego. Zginął żołnierz Izraelski - mówi Dawid.
Nie wiedząc, co odpowiedzieć, z frapującą miną kiwam głową na boki, próbując w ten sposób wyrazić jakiś gest solidarności z zabitym, a tym samym z całym narodem izraelskim.
- Palestyńczycy? - pytam - Tak - Blisko, czy coś nam grozi?
- Raczej nie, po takim ataku, jest zazwyczaj dłuższy okres spokoju. Oni głównie atakują żołnierzy, ostatnio było spokojnie, ale chyba za długo - odpowiada wyczerpująco kierowca.
- My oprócz granic zewnętrznych mamy też wewnętrzne, wróg może czaić się wszędzie. Żyjemy razem od lat, to bardzo skomplikowany problem. Za dużo przelanej krwi po obu stronach, próbujemy się uczyć żyć razem, ale to bardzo trudne, za dużo zaszłości.
Zdziwiła mnie tak dojrzała wypowiedź dość młodego człowieka. Prędzej oczekiwałbym jakiegoś soczystego hebrajskiego „kurwa.”.
Mkniemy dalej przez skrzyżowania, otacza nas typowa bliskowschodnia miejska zabudowa.
– Zaraz wjedziemy w dzielnicę palestyńską, więc zakręć szybę – mówi kierowca, wskazując na korbę w drzwiach po mojej stronie. - Czy tu jest niebezpiecznie? - pytam. - Dla was nie, dla mnie tak. Mogą obrzucać samochód kamieniami, mam specjalną folię naklejoną na szyby. - Kamienioodporną? - pytam - Szybę zbiją, ale dzięki niej kamienie i odłamki nie wpadną do środka - oznajmia kierowca. - Dość łatwo można odróżnić gdzie żyją Palestyńczycy, a gdzie Żydzi - stwierdza Dawid. - Widzicie dachy? Tam są takie jakby bańki, to systemy ogrzewania wody. Niektóre są białe, a niektóre czarne. Z czarnymi to budynki należące do palestyńczyków, białe to żydowskie domy - mówi.
"Kamienioodporna" folia naklejkona na szyby izraelskich samochodów
"Bliskowschodnia fotowotaika" - słoneczny podgrzewacz wody z dwoma zasobnikami, oraz na dole panele podgrzewające przepływającą wodę.
- Tutaj zaraz będę musiał was wysadzić na dzielnicy ortodoksów, stąd będziecie mieli blisko już do hosteli i starego miasta.
Trochę posmutniałem na myśl, że zaraz ktoś przegoni mnie z błogiego tronu, którym okazał się fotel starej Toyoty, w której mknąłem, podziwiając skąpaną w wieczornym słońcu Jerozolimę. Po dniu spędzonym z 25-kilogramowym plecakiem i przejechaniu 400 km różnymi autostopami, wizja dalszej wędrówki napawała mnie umiarkowanym niepokojem. Mimo to ciekawość, co będzie dalej, jest silniejsza, a ja zaczynam czuć, jak powoli uwalnia się koktail kortyzolowo-dopaminowy.
To Łódź, to Poznań? Nie to Jerozolima!
Me'a Sze’arim tak śpiewna nazwa (hebr. מאה שערים, dosłownie „sto bram” lub „stukrotna”) to jedna z najstarszych dzielnic żydowskich w Jerozolimie i w całym Izraelu. Jest zamieszkana głównie przez żydów ortodoksyjnych. Żyjących wg zasad Tory czyli pięcioksięgu mojżeszowego
Me'a Sze’arim przywitała nas chłodem wieczoru, chaotyczne budynki z piaskowca opasane kilometrami kabli ciągnących się po elewacjach, zwisające pnącza z budynków, przybierające przedziwne formy wprowadziły by w osłupienie niejednego elektryka. Człowiek nawet nie stara się zrozumieć, dlaczego? Jak?
Dopiero po chwili spostrzegłem, że w Jerozolimie jest zupełnie zimno, jak różnica jest pomiędzy ciepłym Ejlatem na południu kraju, a Jerozolimą na północy. Jest wieczór a my nie mamy noclegu, czas się za czymś rozejrzeć…
CDN.
Niesamowite przypominające rzymskie miasta wąskie uliczki Jerozolimy.
Izrael, Jerozolima
Niespotykana nigdzie indziej mieszanka tak niepoprawnych postaci, które dosłownie "wlewają się" do wyślizganych uliczek starego miasta. W odmętach zgiełku i chaosu, dryfuje razem z tłumem starając się osiągnąć cel swojej wędrówki.
Tłuszcza nerwowo rozmywa się po arteriach komunikacyjnych starego miasta. Muzułmanie spieszący do zamkniętej dla niewiernych słynnej Kopuły na Skale, gdzie wg podań Mahomet wstąpił do nieba. Chrześcijanie podążający drogą Via Dolorosa na miejsce ukrzyżowania Chrystusa Zbawiciela oraz judaiści udający się w miejsce dla nich najświętsze - słynną Ścianę Płaczu gdzie jeszcze około dwa tysiące lat temu mieszkał w przybytku Bógbezimienny.
Jedna z bram prowadząca do starego miasta w Jerozolimie. (fot. Daniel Wiśniewski).
Dobra stylówka jest najważniejsza.
A co z "światłymi i nowoczesnymi"? Dla nich jest poprawny politycznie Tel Awiw pełen klubów, plaż i galerii handlowych, miasto które nie zasypia, zupełny negatyw Jerozolimy.
Przekraczając granice starego miasta miałem takie wewnętrzne oczekiwanie, jakiegoś głębokiego przeżycia duchowego, w końcu jest to jedno z najważniejszych miejsc dla chrześcijan, żydów czy muzułmanów. Przechodząc przez starożytną Bramę Damasceńską, pierwsze co rzuca się w oczy to jeden, wielki, niekończący się jarmark.
Lubię na chwilę przystanąć i obserwować ludzi, a w Jerozolimie spotkasz: Lawrenca z Arabii w przewiewnych białych arabskich szatach, odciśniętego jak z formy pejsatego ortodoksa, chinkę "ubraną" w torebką od Luis Viton, "creepy" kobietę w hidżabie, tudzież mundurowych w awiatorach jakby wyjętych z taniej sensacyjnej produkcji Netflixa.
Ulice starego miasta w Jerozolimie.
Sama droga Via Dolorosa którą był prowadzony Jezus na miejsce swojej kaźni to niekończący się stragan odpustowy z dewocjonaliami kilku religii. Żydzi czy Palestyńczycy w jedności, jak jeden mąż solidarnie traktują wszystkich pielgrzymów i chętnie skubią ich do ostatniego szekla.
Tutaj słowo multi-kulti ma wymiar absolutnie totalny. Chińskie pamiątki kupione w tak kultowym miejscu, nabierają potężnego i emocjonalnego pokładu energii. Różnorodność nacji, religii, ubioru, mieszanka Azji, bliskiego wschodu, Europy i Afryki sprawia, że w tym religijnym bigosie, każdy z odwiedzających może poczuć się nieswojo.
Stacja III-cia: "It's a special offer for You my friend!"
Z jednej strony widać wszędzie podziały na części chrześcijańskie, żydowskie czy muzłumańskie, a z drugiej zlewa się to, wszystko w jedną taką papkę na tle starożytnych murów z piaskowca.
Oczywiście nie jest tak, iż nie zachęcam, absolutnie warto odwidzić stare miasto w Jezrozolimie, jest to jedyne w swoim rodzaju miejsce ze swoim mikroklimatem. Biom o niezwykłej różnorodności, tak inny od naszej europejskiej zhomogenizowanej kultury.
Bazylika Grobu Świętego Kopuła rotundy Anastasis
Chrześcijanie mają tutaj swoje enklawy, praktycznie każdy znajdzie miejsce swojego wyznania np. surowy i zarazem pusty kościół ewangelicki Odkupiciela, albo "ekumeniczną" Bazylikę Grobu Świętego gdzie prawosławni palą świeczki, katolicy czynią znak krzyża kontemplując w ciszy, a protestanci robią selfie.
Zapomniałbym o Żydach, czyli gospodarzach którzy mają swoje miejsce sąsiadujące z kopułą na skale, najświętsze miejsce judaizmu tzw. Ścianę płaczu czyli Western Wall. Pozostałość po murach zniszczonej przez Rzymian Drugiej Świątyni wybudowanej przez Heroda Wielkiego.
Jedyna pozostałość Świątyni Jerozolimskiej - resztki muru oporowego, tzw. Ściana Płaczu
Jeśli szukasz chwili zadumy i odpoczynku od zgiełku to ciekawą alternatywą jest wyprawa poza stare miasto na wzgórze Oliwne, gdzie można spędzić chwilę zadumy patrząc na monstrualnie rozrośnięte drzewa oliwne w ogrodzie Getsemani pamiętające jeszcze czasy Jezusa Chrystusa (małe i niepozorne drzewko oliwne potrafi być długowieczne) . Niesamowity starodawny żydowski cmentarz i panoramę Starego Miasta chętnie podziwianą z punktu widokowego na wzgórzu.
Drzewa oliwne w ogrodzie Getsemani na Górze Oliwnej pamiętające czasy Jezusa.
W miejscach najbardziej fascynują mnie ludzie.
Izrael, okolice Doliny Timna
Stoimy na stopa przy 90-tce – ekspresówce łączącej pustynne i suche południe Izraela z zieloną północą. Po dziesięcio kilometrowym marszu z plecakami ważącymi około dwudziestu kilogramów, suchy spękany asfalt pod tyłkiem wydaje się aksamitny niczym posłanie króla Salomona.
Krajobraz jest tutaj dość ubogi, bezkres piachu i skał przerywa czasami jakiś krzew, czy też pojedyncze skarłowaciałe drzewo. Na wschód roztaczają się niczym mur obronny niewysokie, ale za to masywne góry oddzielające Izrael od Jordanii.
Daniel dzielnie podtrzymujący balustradę przy krajowej 90-tce
Tkwimy już tutaj jakieś 1,5 godziny. Samochody mijają nas, jakbyśmy byli niewidzialni.
— Ehh! Szkoda, że nie jesteś zgrabną blondynką – mówię uśmiechając się do kompana — już pewnie byśmy mijali Morze Martwe
Suchy wiatr smaga po twarzy, dając momentami złudne poczucie chłodu, popijam wodę z plastikowej butelki, pobraną z pompy w pobliskim kibucu na której widniała tabliczka z napisem „do not drink” martwiąc się, że nie dużo jej już zostało.
Roman dzielnie walczy nie przepuszczając żadnemu kierowcy, a ja zrezygnowany opieram się o barierkę drogową. Słychać głośny dźwięk przejeżdżającego z dużą prędkością czarnego SUV’a.
— U tego jegomościa było widać skruchę, nawet poczucie winy w oczach, że nas nie zabrał – sarkastycznie rzucił Roman ku pokrzepieniu serc.
Fala uderzeniowa wywołana przez samochód i drobinki piasku obijające się o twarz smagła znienacka biczem.
— Tylko żeby sięniezatrzymała jakaś bojówkapalestyńska, jeszcze zrobią nam Allahu Akbar – rzucam suchara.Powoli zaczyna udzielać się nam głupawka, próbujemy zabić czas gadając co popadnie.
Nieoczekiwanie zatrzymuje się białe Isuzu wyglądające jak skrzyżowanie lodówki ze starą przyczepą campingową. W popłochu i niedowierzaniu zbieramy nasz "majdan".
Nagle od strony pasażera otwiera się szyba. W środku znajoma twarz!
Skąd, jak, gdzie…? Słychać ochy i achy z chrapliwym bliskowschodnim akcentem.
Kierowcą okazuje się być ten sam człowiek który wiózł nas dzień wcześniej z Ejlatu do Doliny Timna. Tym razem już w większym towarzystwie, ponieważ w samochodzie oprócz niego jest jeszcze dwóch rosłych, na oko 30-kilkuletnich facetów.
W atmosferze śmiechów wsiadamy do środka.
— Co za spotkanie! Haha! Długo tak stoicie? – pyta kierowca po angielsku
— Salom emalikum! Jakieś dwie godziny, ale wydaje się jakby cały dzień – odpowiadam
– I widzisz mówiłem Ci ostatnio, że Żyd się nie zatrzyma, ale cieszcie się że trafiliście na Palestyńczyków – mruga z uśmiechem Anes – kierowca.
Anes, Roman, Ali - ładujący bagaże na Isuzu.
Śmiechów i achów roznosi się coraz więcej. Pakujemy plecaki na pakę, a sami wsiadamy do tyłu obok jednego z trzech śniadych kompanów.
— A o co chodzi z tymi Żydami, czemu się nie zatrzymują? – pytam grzecznie
— Mają się za wielkich panów – westchnął Anes prężąc w zabawny sposób muskuły
— Ciesze się że trafiliśmy na dobrych Samarytan, Palestyna rules! – odparłem chcąc się przypodobać nie wiedząc jakiej reakcji mogę się spodziewać.
— Ten obok mnie to Ali — przedstawia kierowca, a z tyłu z wami siedzi Walid, ale on nic nie gada, w ogóle jest dziwny, haha! – kończy śmiechem.
Spoglądam na siedzącego obok mnie krępego osobnika, twarz jakby ociosana młotem skała, bokserski nos, stosunkowo niskiego wzrostu. Wzrok ślepo wpatrzony w ekran smartfona, aktualnie głuchy na wszelkie zewnętrzne bodźce.
— Ej ty, Walid śpisz? – podśmiewają się dwaj siedzący z przodu Palestyńczycy.
Po czym wymieniają kilka gardłowych, zupełnie niezrozumiałych dla nas dźwięków. Walid tylko od niechcenia od machnął ręką jak gdyby odganiał niewidzialne muchy.
— Zabieram chłopaków do domu, cały tydzień jesteśmy tutaj, a w piątki zjeżdżamy do Nazaretu – mówi Anes kierowca.
Szczupły i wysoki mężczyzna o typowych arabskich rysach, z bystrym spojrzeniem, to zupełne przeciwieństwo swojego krępego kolegi Walida.
— A można wiedzieć co tutaj robicie? – pytam chłopaków — Remontujemy wodociąg na lotnisku, prowadzę małą firmę z usługami hydraulicznymi – odpowiada Anes — Ale to dla Izraelczyków? – dodaję — Niestety, ale tu można dobrze zarobić. Jesteśmy od poniedziałku do szabatu, a na weekend zjeżdżamy do swoich rodzin.
Ali podkręca radio i w takt muzyki wodzi palcem w powietrzu.
Orientalna muzyka pop, głośno rozbrzmiewa z kiepskiej jakości fabrycznych głośników auta. Egzotyczne dla ucha dźwięki muzyki oraz śpiew przypominający kozie zawodzenie w pięcio tonowej skali arabskiej, wydają się brzmieć trochę niepoważnie i komediowo. Muzyka genialnie rozluźnia atmosferę.
Wszystko byłoby świetnie, gdyby tylko nie Walid siedzący obok, wbijający mi się w moje prywatne biodro, wpatrzony tępo w komórkę na której ekranie wyświetlają się jakieś arabskie szlaczki.
Próbuje zrobić test uśmiechu na Walidzie, ale twarz ma kamienną i poważną niczym Charles Bronson w „Parszywej Dwunastce”.
Za to Ci dwaj z przodu są niesamowicie wyluzowani i otwarci. Dzieli nas religia, kultura, tysiące kilometrów, ale w to południe siedzimy razem na przestrzeni kilku metrów, oddychamy tym samych powietrzem i razem dzielimy niewygody podróży śmiejąc się w takt arabskich nutek.
Mijamy tajemnicze zabudowy, niczym potężne hangary ciągnące się na przestrzeni kilku kilometrów, przywodzące na myśl jakąś tajną wojskową bazę.
— Co to? Pytam zaciekawiony?
— Tu uprawiają warzywa i owoce przez okrągły rok w środku samej pustyni.
Ali wyciąga komórkę, najnowszego flagowca firmy na S., pokazuje zdjęcia na których ubrany jest w kombinezon do nurkowania.
— Jeździmy co któryś weekend na Synaj w Egipcie ponurkować i na trekking. Byliście tam? - Zapytał nie czekając na odpowiedź, sympatycznie wyglądający niczym arabski wychudzony Vin Disell - Ali.
Na słowo klucz Synaj w mojej głowie urodziła się wizja brodatego faceta z wielką "lagą", trzymającego kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań, myślami poleciałem dalej - wędrówka ludów, manna z nieba itp. Ale nurkowanie? Trekking? To jakoś nie pasuje mi do tego miejsca.
— Jeździmy do Taby, to może ze 100 km stąd, wspaniałe widoki pod wodą, a wieczorem treking po górach i grillujemy – odpowiada Ali
Palestyńczyk na telefonie scrolluje kciukiem galerie zdjęć, ukazując mozaikę z kafelek z przecudnymi widokami gór, koralowców jak i pamiątkowe selfie.
Na kilku zdjęciach przewija się wizerunek kobiety w hidżabie, czarnej chuście którą noszą muzułmańskie kobiety po osiągnięciu wieku dojrzałości (noszenie jej jest wyrazem skromności, cnót nauczanych i praktykowanych w islamie).
Chłopak nerwowymi ruchami szybko przesuwa, serię zdjęć z kobietą.
— Dziewczyna, żona? Pytam z typowo polskim akcentem.
Niestety nic nie odpowiedział, ale było widać, że palestyńczyk był lekko poddenerwowany.
Mocno mnie to uderzyło. Chłopak nieźle zmieszał się po nieumyślnym pokazaniu kilku zdjęć szczelnie zakamuflowanej kobiety, przez "workowe" ubranie zupełnie wyzutej z seksapilu, gdzie prócz tajemniczych wielkich oczu i czarnych jak heban "nerwowych" brwi nie było widać zupełnie nic. Jakby to było tylko zachowane dla niego tabu.
Jaka to niesamowicie inna kultura. W Polsce jestem bardziej przyzwyczajony, do skrajnie innych zachowań „badaj, moja nowa dupa” i ktoś Ci na siłę pokazuje zdjęcia wymuskanej przesadnie "Dżejsiczki" w obcisłych legginsach i przy krótkiej bluzeczce eksponującej biust, z "przemalowaną" twarzą, zakończoną dziubkiem. „Niezła nie?” Szukając potwierdzenia w Twoich oczach.
W takim momencie zdajesz sobie sprawę że jesteś w innym świecie, gdzie rewolucja seksualna dzieci kwiatów z lat 70 tych nie dotarła nigdy, a druga obecna rewolucja LGBT też tutaj nie przebije się przez grubą religijną zasłonę islamu.
zobacz II część artykułu
Więcej outsiderów?
Spodobało się wam nasze podejscie do odkrywania świata, to zapraszamy Cię na nasz kanał na youtubie.